środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 15 - Oczami Natalii

Tej nocy nie mogłam za bardzo spać, bo spałam tylko 5 godzin. Wstałam o godzinie siódmej, wzięłam ciuchy i  poszłam do łazienki. Po 15 minutach zeszłam na dół. Nikogo jeszcze nie było, bo wszyscy jeszcze spali. Poszłam do kuchni, zrobiłam sobie kanapki i zasiadłam do konsumpcji. Gdy zjadłam była już 7:30 i zaczęłam się nudzić. Poszłam do salonu i zaczęłam oglądać zdjęcia wiszące na ścianach. Po 3 minutach znudziło mi się oglądanie zdjęć i wzięłam jedną z gitar Toma i zaczęłam coś brzdąkać. Podłączyłam słuchawki do telefonu i puściłam piosenkę. Próbowałam zacząć to grać i nagle jakbym straciła czucie swoich palców, zaczęłam grać jak w piosence. To było dziwne, bo nigdy w rękach nie miałam gitary. Nagle ujrzałam Toma, Susi, Nicole i Oliviera, którzy byli zdziwieni.
- Coś się stało? – spytałam się nie wiedząc o co chodzi.
- Czy ty się kiedyś uczyłaś grać na gitarze? – odpowiedział pytaniem na pytanie Tom.
- Nigdy gitary w rękach nie trzymałam.
- Niemożliwe! Nie mogłabyś tak po prostu grać, ale w sumie to nie ważne. Razem założymy zespół i pokonamy tatę. Co ty na to? – spytała się i usiadła obok mnie Nicole.
- Ja się nie na daję do żadnego zespołu. Nie ma o czym gadać.
- Idź się spakuj, bo za pół godziny wyruszymy w drogę.
- Okej.
Poszłam się pakować. Na ramię zarzuciłam torbę. Zostawiłam mały otwór, żeby włożyć tam tymczasowo Kulkę i zeszłam na dół. Gdy Tom mnie zauważył, wziął kluczyki ze stołu, moją torbę i poszedł do samochodu. Gdy miałam zrobić to samo co on, zatrzymała mnie Susi. Dała mi ciepły koc dla psa i trochę psiej karmy. Podziękowałam jej za to, owinęłam psa kocem i ruszyłam w stronę samochodu. Wsiadłam do samochodu a psa wzięłam na kolana. Tom włączył radio. Akurat w radiu leciała piosenka „Nickelback – Lullaby”. Zrobiło mi się smutno, bo doskonale znałam teledysk tej piosenki. Aż mi spłynęła łza, bo teledysk mówi tak jakby o mojej historii. Tylko, że ja zostałam adoptowana. Po godzinie jazdy zajechaliśmy na jakiś cmentarz. Gdy spytałam się Toma, po co tu przyjechaliśmy, on powiedział, że zobaczę. Po 5 minutach chodzenia zatrzymaliśmy się przy jakimś grobie. Na nagrobku widniał napis:
Agathe Krause
Urodzona 1 marca 1978 roku.
Zmarła dnia 25 marca 1994 roku
podczas porodu swej córki.
To był grób mojej matki. Widać było, że ktoś dba o ten grób, czyli moi dziadkowie powinni mieszkać niedaleko stąd. Zapaliliśmy z Tomem znicz i staliśmy w ciszy. Ta cisza mnie przygniatała. Spłynęła mi pierwsza łza, za nią następne, aż w końcu się rozpłakałam. Tom dobrze wiedział, że to dla mnie dużo wrażeń jak na pierwszy raz i zaprowadził do samochodu. Tam dał mi chusteczkę, którą wytarłam sobie oczy. Jechaliśmy w ciszy przez jakąś godzinę. Stwierdziłam, że dłużej nie mogę tak milczeć i postanowiłam przerwać tą ciszę.
- Jak to właściwie ze mną było? – spytałam się Toma.
- Już długo przed porodem było wiadomo, że albo ty, albo ona przeżyjecie.
- Czy ja dobrze rozumiem? Ona oddała mi swoje życie?
- Tak. Lekarz powiedział, że jeżeli ona chce przeżyć to musi usunąć tą ciąże, ale się nie zgodziła i postanowiła cię urodzić.
- Ale jak to było z tym porodem? W skutek czego zmarła?
- Dokładnie ne wiem. Gdy się urodziłaś, to lekarz pokazał cię jej, a wtedy jej serce przestało bić. Dalej już nic nie wiem, bo jej rodzice mi nic nie chcieli powiedzieć.
- Ale dlaczego twoi rodzice lub jej nie mogli mnie adoptować?
- Razem stwierdzili, że oddadzą cię do adopcji.
- Czemu?
- Chcieli żebyś miała normalne życie.
- Normalne życie? W tym w czym ja żyję to kompletne bagno. Mam chorą nogę, przez którą nie mogę grać w tenisa i rywalkę, która chce mi zniszczyć życie.
- I co z tego? Masz wspaniałych rodziców, chłopaka i przyjaciół.
- Co ty możesz o tym wiedzieć? Twoi rodzice odzywają się raz na rok, a prawdziwych przyjaciół masz na planie, bo reszta „przyjaźni się” z tobą dla sławy.
- Skąd wiesz o moich rodzicach?
- Nicole mi powiedziała. – mówiąc to spojrzałam się przez szybę. Mijaliśmy właśnie jakieś szczęśliwe rodziny.
- Nawet jeżeli moi rodzice się do mnie nie odzywają, to i tak nie zmienia faktu, że mam kochaną żonę i trójkę wspaniałych dzieci.
Nic mu nie odpowiedziałam tylko się uśmiechnęłam. Dojechaliśmy do jakiejś stacji benzynowej. Poprosiłam Toma, żeby mi kupił jakieś ciastka. Spojrzałam się na psa, ale z nim pogadać się nie dało, bo spał. Gdy Tom wrócił ruszyliśmy w dalszą drogę. Zjadłam pół paczki ciastek i nagle zachciało mi się spać. Resztę drogi przespałam. Obudziłam się około 16, gdy już dotarliśmy do Zakopanego. Tom zaparkował przed domem, wziął moją torbę z bagażnika i zaniósł do domu. Gdy tylko weszliśmy do domu i postawiłam psa na podłodze, to przybiegli moi rodzice i zaczęli mnie przytulać, jakby mnie z rok nie widzieli. Usiedliśmy w salonie i piliśmy kawę. Opowiadałam im jak spędziłam weekend u Toma i o tym, że byłam na grobie swojej biologicznej matki.
- A Majka gdzie? – spytałam się.
- Pojechała razem z Kubą, Maćkiem i Łucją do Wisły na te zawody. – powiedziała moja mama.
- Nikt mi nie powiedział. – i zaczęłam udawać, że płaczę.
Wszyscy zaczęli się śmiać, a mama zaproponowała, żeby Tom przenocował dziś u nas. Później mama poszła do kuchni i przyniosła kanapki. Jak ona mnie doskonale znała. Zawsze wiedziała kiedy jestem głodna i na co mam ochotę. Nawet nie musiałam jej mówić.
- Skąd wiedziałaś, że będę miała ochotę na kanapki z nutellą?
- Przeczuwałam. Pewnie jesteście głodni po podróży. – odpowiedziała moja mama.
- Dobra, ale cicho bądźcie, bo się zawody zaczynają. – oznajmił mój kochany tatuś, któremu nie wolno było przeszkadzać, gdy oglądał jakiekolwiek zawody.
Ja i tak nie przepadałam za skokami, więc postanowiłam z Tomem pogadać. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Tom puścił mi ze swojego telefonu swoje piosenki. Spodobały mi się bardzo, zwłaszcza jedna. Powiedział, że to jest jego najpopularniejsza piosenka i, że stworzył ją dla mojej biologicznej mamy. Nagle tata krzyknął, że Kuba skacze. Faktycznie. Mimo tego kasku i gogli poznałam go. Trener machnął jakąś falgą, a on zjechał w dół. Po chwili był już w powietrzu. Trzymałam za niego kciuki. Wylądował i było widać, że się cieszy.
- Tato, jak oceniasz skok?
- Skok oceniam na bardzo dobry. Przeskoczył punkt K, noty też dobre.
- To dobrze, bo ja się nie znam. Teraz mam dla ciebie drugą prośbę. Zawołaj mnie jak skakać będzie Maciek. – i pocałowałam go w policzek.
I poszłam do Toma, aby dokończyć rozmowę, lecz po dłuższej chwili skakał Maciek. Po jego skoku tata nic nie powiedział tylko zaczął gwizdać.
- O co tym razem chodzi? – spytałam się nie wiedząc nic.
- Odległość fantastczna, noty genialne, a on się nie cieszy. Ma chyba jakąś zaniżoną samoocenę.
- Oj tatuś, tatuś. – westchnęłam tylko. – Tom, chodź do nas. Razem to obejrzymy. – zawołałam go.
Razem oglądaliśmy serię finałową. Tata mi niektóre rzeczy powyjaśniał, a ja powtórzyłam to wszystko Tomowi. Na belce zasiadł Kuba. Skoczył teraz krócej, bo aż tylko 116,5 metra, a noty były troszkę niższe. Jako przedostatni skakał Maciek. Skoczył o metr dalej czyli 132,5 metra, a noty były prawie takie same. Maciek ciesząc się ze swojego skoku prawie upadł, ale się podniósł. Tata powiedział, że to już było za linią upadku. Po nim był już tylko Kamil. Wszyscy czekali na jego skok. Jednak zabrakło 0,9 punktu, aby wygrał. Tata cieszył się jak opentany. Nie wiedziałam czemu. W sumie ja też się cieszyłam. Na szczęście mama była bardziej spokojna i zaprosiła nas wszystkich na kolację. Po zjedzeniu kolacji wzięłam psa i poszłam na górę. Zajęłam się psem. Dałam mu karmę i wodę, a że nie miałam z kim gadać, to zaczęłam gadać z Kulką. O wpół do dziewiątej stwierdziłam, że zajrzę na skype’a. Na szczęsie dostępna była Majka, więc połączyłam się z nią.
- No hej. Co tam, już imprezowaliście? – spytałam się jej.
- Wiesz, że bez ciebie nie ma imprezy. – zaczęła się śmiać.
- Bardzo śmieszne, bardzo. A tak w ogóle to mogłabyś zawołać Kubę.
- Łucja! – wydarła się moja siostra. – Idź po Kubę. – powiedziała do Łucji i już po chwili był Kuba.
- Hej kotek. Wróciłaś już? – spytał się troskliwie.
- Tak, patrz co przywiozłam. – i pokazałam mu Kulkę.
- Pies? – nie krył zdziwenia.
- Zawsze chciałam mieć psa, a po za tym to jest sunia i wabi się Kulka.
- Wspaniale.
- A ja chciałabym ci pogratulować dzisiejszych skoków.
- Dzięki, ale to nie mnie się należą gratulacje.
- Maćkowi jutro pogratuluję. – powiedziałam to i się uśmiechnęłam.
Długo jeszcze gadaliśmy. Rozłączyłam się o 22:00, poszłam do łazienki i przygotowałam się do spania. Usiadłam w łóżku, ale nie mogłam usnąć. Zapaliłam sobie lampkę z szafki nocnej i zaczęłam czytać książkę. Senna stałam się około 23:00, więc postanowiłam pójść spać.
____________________________________________________________
Witam Was! Tak jak obiecałam dodaję nowy rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Dopiero teraz odkryłam, że biologiczna mama Natalii ma na nazwisko Krause. Dziwne jest to, że w mojej rodzinie też jest takie nazwisko. Zbieg okoliczności? Mam pytanie. Chcecie, aby każdy dzień był pisany oczami Natalii i Kuby? Czekam na Wasze opinie. Następny rozdział pojawi się za tydzień. Pozdrawiam ;)

4 komentarze:

  1. Rozdział bardzo fajny ! :)) Dzięki Tobie przypomniały mi się marcowe Mistrzostwa Polski. Emocji nie brakowało :D Miło było poczuć to jeszcze raz. Przepraszam, ale kompletnie nie zrozumiałam rozmowy Natalii z Tomem podczas jazdy samochodem. Zrzucę to na moją chorobę, bo dzisiaj nic do mnie nie dociera. Czekam na następny. Ściskam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jeszcze raz poczułaś te emocje. W rozmowie generalnie chodziło o to, że Natalia chciała się dowiedzieć o tym jak zginęła jej matka. Nie ty jedyna jesteś chora. Ale załóżmy, że to ze względu na to, że szkoła się niedługo zaczyna. Zdrówka życzę i pozdrawiam ;*

      Usuń
  2. Lubię, gdy piszesz oczami jednego z bohaterów. Dzięki temu możemy zajrzeć do czyjejś głowy :) Ale taka narracja trochę ogranicza, bo widziemy tylko jeden (lub dwa) punkty widzenia. Ja jestem zwolenniczką eksperymentów w kwestii narracji, ale wybór należy do Ciebie.
    Coś czuję, że Natalia polubi skoki :)) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam taki pomysł, aby w jednym rozdziale kilku bohaterów opisywało swoje przeżycia, ale nie miałam pomysłu jak się do tego zabrać. Spróbuję zrobić coś takiego, ale nic nie obiecuje. A co do Natalii to polubi skoki, nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo. Pozdrawiam ;)

      Usuń