środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 15 - Oczami Natalii

Tej nocy nie mogłam za bardzo spać, bo spałam tylko 5 godzin. Wstałam o godzinie siódmej, wzięłam ciuchy i  poszłam do łazienki. Po 15 minutach zeszłam na dół. Nikogo jeszcze nie było, bo wszyscy jeszcze spali. Poszłam do kuchni, zrobiłam sobie kanapki i zasiadłam do konsumpcji. Gdy zjadłam była już 7:30 i zaczęłam się nudzić. Poszłam do salonu i zaczęłam oglądać zdjęcia wiszące na ścianach. Po 3 minutach znudziło mi się oglądanie zdjęć i wzięłam jedną z gitar Toma i zaczęłam coś brzdąkać. Podłączyłam słuchawki do telefonu i puściłam piosenkę. Próbowałam zacząć to grać i nagle jakbym straciła czucie swoich palców, zaczęłam grać jak w piosence. To było dziwne, bo nigdy w rękach nie miałam gitary. Nagle ujrzałam Toma, Susi, Nicole i Oliviera, którzy byli zdziwieni.
- Coś się stało? – spytałam się nie wiedząc o co chodzi.
- Czy ty się kiedyś uczyłaś grać na gitarze? – odpowiedział pytaniem na pytanie Tom.
- Nigdy gitary w rękach nie trzymałam.
- Niemożliwe! Nie mogłabyś tak po prostu grać, ale w sumie to nie ważne. Razem założymy zespół i pokonamy tatę. Co ty na to? – spytała się i usiadła obok mnie Nicole.
- Ja się nie na daję do żadnego zespołu. Nie ma o czym gadać.
- Idź się spakuj, bo za pół godziny wyruszymy w drogę.
- Okej.
Poszłam się pakować. Na ramię zarzuciłam torbę. Zostawiłam mały otwór, żeby włożyć tam tymczasowo Kulkę i zeszłam na dół. Gdy Tom mnie zauważył, wziął kluczyki ze stołu, moją torbę i poszedł do samochodu. Gdy miałam zrobić to samo co on, zatrzymała mnie Susi. Dała mi ciepły koc dla psa i trochę psiej karmy. Podziękowałam jej za to, owinęłam psa kocem i ruszyłam w stronę samochodu. Wsiadłam do samochodu a psa wzięłam na kolana. Tom włączył radio. Akurat w radiu leciała piosenka „Nickelback – Lullaby”. Zrobiło mi się smutno, bo doskonale znałam teledysk tej piosenki. Aż mi spłynęła łza, bo teledysk mówi tak jakby o mojej historii. Tylko, że ja zostałam adoptowana. Po godzinie jazdy zajechaliśmy na jakiś cmentarz. Gdy spytałam się Toma, po co tu przyjechaliśmy, on powiedział, że zobaczę. Po 5 minutach chodzenia zatrzymaliśmy się przy jakimś grobie. Na nagrobku widniał napis:
Agathe Krause
Urodzona 1 marca 1978 roku.
Zmarła dnia 25 marca 1994 roku
podczas porodu swej córki.
To był grób mojej matki. Widać było, że ktoś dba o ten grób, czyli moi dziadkowie powinni mieszkać niedaleko stąd. Zapaliliśmy z Tomem znicz i staliśmy w ciszy. Ta cisza mnie przygniatała. Spłynęła mi pierwsza łza, za nią następne, aż w końcu się rozpłakałam. Tom dobrze wiedział, że to dla mnie dużo wrażeń jak na pierwszy raz i zaprowadził do samochodu. Tam dał mi chusteczkę, którą wytarłam sobie oczy. Jechaliśmy w ciszy przez jakąś godzinę. Stwierdziłam, że dłużej nie mogę tak milczeć i postanowiłam przerwać tą ciszę.
- Jak to właściwie ze mną było? – spytałam się Toma.
- Już długo przed porodem było wiadomo, że albo ty, albo ona przeżyjecie.
- Czy ja dobrze rozumiem? Ona oddała mi swoje życie?
- Tak. Lekarz powiedział, że jeżeli ona chce przeżyć to musi usunąć tą ciąże, ale się nie zgodziła i postanowiła cię urodzić.
- Ale jak to było z tym porodem? W skutek czego zmarła?
- Dokładnie ne wiem. Gdy się urodziłaś, to lekarz pokazał cię jej, a wtedy jej serce przestało bić. Dalej już nic nie wiem, bo jej rodzice mi nic nie chcieli powiedzieć.
- Ale dlaczego twoi rodzice lub jej nie mogli mnie adoptować?
- Razem stwierdzili, że oddadzą cię do adopcji.
- Czemu?
- Chcieli żebyś miała normalne życie.
- Normalne życie? W tym w czym ja żyję to kompletne bagno. Mam chorą nogę, przez którą nie mogę grać w tenisa i rywalkę, która chce mi zniszczyć życie.
- I co z tego? Masz wspaniałych rodziców, chłopaka i przyjaciół.
- Co ty możesz o tym wiedzieć? Twoi rodzice odzywają się raz na rok, a prawdziwych przyjaciół masz na planie, bo reszta „przyjaźni się” z tobą dla sławy.
- Skąd wiesz o moich rodzicach?
- Nicole mi powiedziała. – mówiąc to spojrzałam się przez szybę. Mijaliśmy właśnie jakieś szczęśliwe rodziny.
- Nawet jeżeli moi rodzice się do mnie nie odzywają, to i tak nie zmienia faktu, że mam kochaną żonę i trójkę wspaniałych dzieci.
Nic mu nie odpowiedziałam tylko się uśmiechnęłam. Dojechaliśmy do jakiejś stacji benzynowej. Poprosiłam Toma, żeby mi kupił jakieś ciastka. Spojrzałam się na psa, ale z nim pogadać się nie dało, bo spał. Gdy Tom wrócił ruszyliśmy w dalszą drogę. Zjadłam pół paczki ciastek i nagle zachciało mi się spać. Resztę drogi przespałam. Obudziłam się około 16, gdy już dotarliśmy do Zakopanego. Tom zaparkował przed domem, wziął moją torbę z bagażnika i zaniósł do domu. Gdy tylko weszliśmy do domu i postawiłam psa na podłodze, to przybiegli moi rodzice i zaczęli mnie przytulać, jakby mnie z rok nie widzieli. Usiedliśmy w salonie i piliśmy kawę. Opowiadałam im jak spędziłam weekend u Toma i o tym, że byłam na grobie swojej biologicznej matki.
- A Majka gdzie? – spytałam się.
- Pojechała razem z Kubą, Maćkiem i Łucją do Wisły na te zawody. – powiedziała moja mama.
- Nikt mi nie powiedział. – i zaczęłam udawać, że płaczę.
Wszyscy zaczęli się śmiać, a mama zaproponowała, żeby Tom przenocował dziś u nas. Później mama poszła do kuchni i przyniosła kanapki. Jak ona mnie doskonale znała. Zawsze wiedziała kiedy jestem głodna i na co mam ochotę. Nawet nie musiałam jej mówić.
- Skąd wiedziałaś, że będę miała ochotę na kanapki z nutellą?
- Przeczuwałam. Pewnie jesteście głodni po podróży. – odpowiedziała moja mama.
- Dobra, ale cicho bądźcie, bo się zawody zaczynają. – oznajmił mój kochany tatuś, któremu nie wolno było przeszkadzać, gdy oglądał jakiekolwiek zawody.
Ja i tak nie przepadałam za skokami, więc postanowiłam z Tomem pogadać. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Tom puścił mi ze swojego telefonu swoje piosenki. Spodobały mi się bardzo, zwłaszcza jedna. Powiedział, że to jest jego najpopularniejsza piosenka i, że stworzył ją dla mojej biologicznej mamy. Nagle tata krzyknął, że Kuba skacze. Faktycznie. Mimo tego kasku i gogli poznałam go. Trener machnął jakąś falgą, a on zjechał w dół. Po chwili był już w powietrzu. Trzymałam za niego kciuki. Wylądował i było widać, że się cieszy.
- Tato, jak oceniasz skok?
- Skok oceniam na bardzo dobry. Przeskoczył punkt K, noty też dobre.
- To dobrze, bo ja się nie znam. Teraz mam dla ciebie drugą prośbę. Zawołaj mnie jak skakać będzie Maciek. – i pocałowałam go w policzek.
I poszłam do Toma, aby dokończyć rozmowę, lecz po dłuższej chwili skakał Maciek. Po jego skoku tata nic nie powiedział tylko zaczął gwizdać.
- O co tym razem chodzi? – spytałam się nie wiedząc nic.
- Odległość fantastczna, noty genialne, a on się nie cieszy. Ma chyba jakąś zaniżoną samoocenę.
- Oj tatuś, tatuś. – westchnęłam tylko. – Tom, chodź do nas. Razem to obejrzymy. – zawołałam go.
Razem oglądaliśmy serię finałową. Tata mi niektóre rzeczy powyjaśniał, a ja powtórzyłam to wszystko Tomowi. Na belce zasiadł Kuba. Skoczył teraz krócej, bo aż tylko 116,5 metra, a noty były troszkę niższe. Jako przedostatni skakał Maciek. Skoczył o metr dalej czyli 132,5 metra, a noty były prawie takie same. Maciek ciesząc się ze swojego skoku prawie upadł, ale się podniósł. Tata powiedział, że to już było za linią upadku. Po nim był już tylko Kamil. Wszyscy czekali na jego skok. Jednak zabrakło 0,9 punktu, aby wygrał. Tata cieszył się jak opentany. Nie wiedziałam czemu. W sumie ja też się cieszyłam. Na szczęście mama była bardziej spokojna i zaprosiła nas wszystkich na kolację. Po zjedzeniu kolacji wzięłam psa i poszłam na górę. Zajęłam się psem. Dałam mu karmę i wodę, a że nie miałam z kim gadać, to zaczęłam gadać z Kulką. O wpół do dziewiątej stwierdziłam, że zajrzę na skype’a. Na szczęsie dostępna była Majka, więc połączyłam się z nią.
- No hej. Co tam, już imprezowaliście? – spytałam się jej.
- Wiesz, że bez ciebie nie ma imprezy. – zaczęła się śmiać.
- Bardzo śmieszne, bardzo. A tak w ogóle to mogłabyś zawołać Kubę.
- Łucja! – wydarła się moja siostra. – Idź po Kubę. – powiedziała do Łucji i już po chwili był Kuba.
- Hej kotek. Wróciłaś już? – spytał się troskliwie.
- Tak, patrz co przywiozłam. – i pokazałam mu Kulkę.
- Pies? – nie krył zdziwenia.
- Zawsze chciałam mieć psa, a po za tym to jest sunia i wabi się Kulka.
- Wspaniale.
- A ja chciałabym ci pogratulować dzisiejszych skoków.
- Dzięki, ale to nie mnie się należą gratulacje.
- Maćkowi jutro pogratuluję. – powiedziałam to i się uśmiechnęłam.
Długo jeszcze gadaliśmy. Rozłączyłam się o 22:00, poszłam do łazienki i przygotowałam się do spania. Usiadłam w łóżku, ale nie mogłam usnąć. Zapaliłam sobie lampkę z szafki nocnej i zaczęłam czytać książkę. Senna stałam się około 23:00, więc postanowiłam pójść spać.
____________________________________________________________
Witam Was! Tak jak obiecałam dodaję nowy rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Dopiero teraz odkryłam, że biologiczna mama Natalii ma na nazwisko Krause. Dziwne jest to, że w mojej rodzinie też jest takie nazwisko. Zbieg okoliczności? Mam pytanie. Chcecie, aby każdy dzień był pisany oczami Natalii i Kuby? Czekam na Wasze opinie. Następny rozdział pojawi się za tydzień. Pozdrawiam ;)

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 14 - Oczami Kuby

Dziś wielki dzień, a mianowicie konkurs drużynowy na Mistrzostwach Polski. W drużynie będę z Maćkiem, Titusem i Mentosem. Na pewno wygramy, innej opcji nie ma. Z tego co się dowiedziałem to Majka z Łucją będą, więc będzie doborowe towarzystwo. Rano wstałem i poszedłem do łazienki. Po 5 minutach byłem na dole, by zrobić sobie śniadanie. Oczywiście moja mama nie pozwoliła nam sobie samym zrobić, bo sama przygotowała te swoje przepyszne naleśniki. Jak ja je kocham i ją oczywiście też. Wszyscy razem zasiedliśmy do śniadania. Tata zaoferował się, że mnie i Maćka zawiezie do Wisły. O 10 przyszły do nas Majka i Łucja. Wszyscy postanowiliśmy, że trzeba o imprezie poinformować ojca Natki i to mi przypadł ten zaszczyt, aby do niego zadzwonić. Poinformowałem go gdzie, co i jak oraz żeby nic nie mówił Natce. Tym samym wszyscy już o tym wiedzieli. Niespodziewanie zniknęli Maciek i Majka, ale wiedziałem, że poszli do jego pokoju. Ja z Łucją zaczęliśmy się zastanawiać co jej kupić. Kurczę, to naprawdę ciężkie. Zdecydowaliśmy się po jakiejś godzinie, że możemy pójść do galerii i tam coś kupić. Ja postanowiłem kupić jej 30 białych róż, oczywiście w dzień jej urodzin, i dać jej nasze wspólne zdjęcie, gdzie na ramce będzie napisane „Razem na zawsze”. Łucja natomiast kupiła neonowo – żółtą torebkę.
- Jeżeli chcecie wziąć udział w konkursie to musimy już jechać. – oznajmił mój tata, gdy tylko przekroczyłem próg domu razem z Łucją. – A wasze koleżanki też mogą jechać. – tu zwrócił się do Łucji i Majki, która wraz z Maćkiem schodzili po schodach.
Wszyscy zapakowaliśmy swoje rzeczy, a potem jeszcze zajechaliśmy do Łucji i Majki po ich rzeczy. Po około 3 godzinach dotarliśmy na miejsce. Dziewczyny wynajęły sobie pokój w tym samym hotelu co my. Po ekspresowym zakwaterowaniu musiałem iść z Maćkiem na trening. Gdy dotarliśmy na skocznię zastaliśmy chłopaków i trenera, który kazał nam dziś dać z siebie 100%. Po treningu rozpoczął się konkurs. Pierwszy z naszej drużyny skakał Grzesiek, który w I serii uzyskał 129 metrów, miał świetną prędkość na progu i dobre noty za styl. Po nim skakałem ja. Wyszło mi świetnie! 128 metrów! Prędkość trochę słabsza od Grześka, a noty byłe takie same. Później skakali Krzysiek, który osiągnął 125,5 metra, a na końcu Maciek, który skoczył też 128 metrów. Prowadziliśmy po I serii, w której swój upadek zaliczył Kamil. Wszyscy wstrzymali oddech, ale na szczęście nic mu się nie stało. W II serii Grzesiek skoczył tak samo, prędkość miał troszkę słabszą, a noty miał wyższe. Ja skoczyłem 102,5 metra, na progu miałem ciutkę większą prędkość, a noty słabsze. Z tego skoku zadowolony nie byłem, wręcz zły. Krzysiek skoczył 127 metrów, a Maciek 128,5 metra. I tym samym wygraliśmy! Skakaliśmy z radości! Do Maćka szybko podbiegła Majka, która rzuciła mu się na szyję i dała całusa. Wyglądali razem słodko. Żałowałem tylko, że Natki tu nie ma, ale wiedziałem, że wspierała nas od samego początku duchowo. To wszystko dzięki niej. Gdy nasza radość troszkę odpuściła, była ceremonia dekoracji. Widziałem jak Sosna robi zdjęcia. Pewnie dla Natki. My stanęliśmy na najwyższym stopniu podium. Na drugim miejscu uplasowała się drużyna KS Wisła Ustronianka I w składzie Artur Kukuła, Olek Zniszczoł, Rafał Śliż i Piotrek Żyła. Podium uzupełniła drużyna TS Wisła Zakopane I, którą reprezentowali Andrzej Gąsienica, Tomek Pochwała, Klimek Murańka i Dawid Kubacki. Po całej ceremonii wręczenia nagród, poszliśmy się przebrać. We czterech zdecydowaliśmy, że pójdziemy gdzieś uczcić nasz sukces. Okazało się, że chłopaki mają pokój w tym samym hotelu co my. Wszyscy w szóstkę udaliśmy się do hotelu, gdzie zaczęliśmy świętować. Majka i Maciek ociągali się za nami, natomiast przede mną i Mentosem szli rozbawieni Krzysiek z Łucją.
- Lepiej pilnuj swojego brata, bo się jeszcze zakocha. – ostrzegłem ze śmiechem Grześka.
- Spokojna twoja rozczochrana. – również zaczął się śmiać.
W końcu dotarliśmy do hotelu. Poszliśmy do pokoju mojego i Maćka i tam zaczęliśmy gadać. Nagle zaczął mi wibrować telefon.
- Hej myszko, co chciałaś? – zacząłem.
- Hej kotek, gratuluję wygranej.
- Sosna ci powiedziała, co?
- Nie, święty Mikołaj, oczywiście, że Sosna. Tylko żałuję, że mnie tam nie ma.
- Żałuj, żałuj. – mówiąc to cały czas się śmiał.
- A co ci tak wesoło, co? – mi też się udzielił ten nastrój.
- Nie, po prostu Titus się wygłupia i podrywa Łucję, tylko coś mu nie wychodzi.
- Kto?
- Krzysiek Miętus, poznam cię z nim w poniedziałek.
- To z nim dziś wygrałeś konkurs?
- Z nim i z jego bratem.
- Aha. Muszę kończyć, bo oni zaczęli grilla beze mnie.
- Grilla? Z jakiej to okazji?
- Z okazji takiej, że dzisiaj jest lana sobota, pasuje?
- Że co?
- Że pstro. Jak byłam na planie zdjęciowym to przyjaciel Toma zaczął nas wszystkich lać wodą i tym samym rozpoczęła się wodna wojna. Dobra, papa, kocham cię.
- Ja też cię kocham, papa. – rozłączyła się.
- Cisza! – krzyknąłem. – Sosna, musimy pogadać. – zwróciłem się do Łucji.
- Czego chcesz? – spytała się mnie, gdy stała obok.
- Może zaprosimy ich na urodziny do Natki, co? Powiedziałem Natce, że pozna ich w poniedziałek.
- Oki. – zgodziła się z uśmiechem.
Szczerze nie wiedziałem, że pójdzie tak łatwo. No, ale cóż. Chciała się mnie pozbyć, żeby iść gadać z Krzyśkiem. Ale mnie się tak łatwo nie pozbędzie. Stanąłem na krześle i głośno zacząłem mówić.
- Uwaga! Chciałem coś ogłosić. Jako, że po jutrze odbędą się urodziny mojej dziewczyny i robimy imprezę – niespodziankę,chciałbym zaprosić Krzyśka i Grześka na imprezę.
- Ale my jej przecież nie znamy. – odpowiedział Titus.
- To poznasz. A ja to niby z kim będę się miała bawić, hm?
- Nie wiem jak Grzesiek, ale ja przyjdę. – oznajmił Krzysiek i spojrzał się na Sosnę.
- Super! – wydarła się Łucja i rzuciła mu się na szyję. Majka i Maciek nie mogli powstrzymać się od śmiechu.
- Mentos? A ty? – spytałem się go.
- No przecież, że przyjdę. Jakbym miał wybierać między imprezą, a siedzeniem w domu przed telewizorem, wybrałbym imprezę. – oznajmił.
- Się bardzo cieszę. – powiedziałem tonem oficjalnym. – Bo ona chciałaby was poznać.

Potem nikt mnie już nie słuchał. Zdecydowałem, że skora mamy dwie pary gołąbeczków to nie będziemy z Grześkiem im przeszkadzać i zaczęliśmy gadać. Po jakimś czasie impreza się rozeszła i zostałem z Maćkiem sam w pokoju. Pora była dość późna i postanowiliśmy pójść spać.
_________________________________________________
Siemka. Sorry, że dopiero teraz, ale limit internetu mi się skończył i mogę dopiero teraz opublikować. Myślę, że kolejny rozdział pojawi się w środę, gdyż mam trzy rozdziały zapasu. Jakoś mnie tak wena naszła. CZYTASZ = KOMENTUJ!!! Pozdrawiam i do środy.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 13 - Oczami Natalii

Godzina szósta rano, a ktoś dobija się do mnie do pokoju. Otwieram drzwi i widzę nikogo innego jak … Toma! Jak on mnie może budzić o tej godzinie? Człowiek chce spać! No bo kto normalny wstaje w sobotę o szóstej rano.  No, ale skoro chciałam jechać na plan zdjęciowy to trzeba było się poświęcić. Wzięłam kolorowy T-shirt, jeansowe rurki i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic, założyłam ciuchy i po 10 minutach byłam gotowa. Zjadłam śniadanie i byłam gotowa do odjazdu. Dzień wcześniej pakowałam się na szybkiego i zapomniałam spakować swojej ulubionej bluzy. Stwierdziłam, że bluzy Nicole będą za małe, a Susanne miała same sweterki, których nie znosiłam to wzięłam bluzę Toma. Była ciutkę za wielka, no ale mówi się trudno, no bo w końcu „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”. Po ponad godzinnej podróży w końcu dotarliśmy na plan zdjęciowy. Czekała tam już cała ekipa, która to wszystko kręciła i nadzorowała.  Było wielu aktorów. Widocznie przyjechaliśmy jako ostatni. Z tych co znałam to był Erdogan Ataly, który również był głównym bohaterem oraz Katrin Heß.
- Hej, jestem Katrin. To ty jesteś tą córką Toma, którą się tak chwalił? – wypowiadając ostatnie słowa powiedziała je głośniej, żeby Tom usłyszał.
- O! Co ja słyszę. No proszę. Chyba byłam tu wyczekiwana? – od razu załapałam o co jej chodzi, więc dalej postanowiłam w to brnąć. Mimo, że nie mogłyśmy wytrzymać ze śmiechu, puściłam oczko Kate.
- Od razu wyczekiwana. Po prostu Tom wspominał coś nie coś, że ma córkę w Polsce i bardzo chcieliśmy ją poznać. – powiedział Erdo (tak go zaczęłam nazywać) jakby chciał ratować swojego przyjaciela. – Ale nie mówił, że jest taka śliczna.
- Przestań, bo się rumienię. Ale za komplement dziękuję. – odpowiedział. – A teraz chodźcie moje dziewczynki, bo się reżyser obrazi. – objął mnie i Kate ramieniem.
- Dziewczyny co ja widzę. Nasz Erdogan znalazł sobie towarzyszki. – powiedziała Carine, serialowa żona Erda.
- Jedną znam, a drugiej nie. A więc ty musisz być tą córką Toma. – oznajmiła Daniela, która grała sekretarkę komisariatu.
- Dobra, zabierz te łapy, bo trzeba scene nagrywać. – odpowiedziała Kate i wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
I tym samym poznałam już Erdogana – grającego Semira Gerkhana, Svena Riemanna – grającego policjanta umundurowanego, czyli Manfreda Meier-Hofer, Katrin Heß – grała policjantkę umundurowaną, czyli Jenny Dorn, Carine Wiese – grającą kochaną matkę dwójki córek oraz żonę Semira, czyli Andreę Gerkhan, Danielę Wutte – grającą sekretarkę komendy policji, czyli Susanne König, Katję Woywood – grającą szefową komendy policji, czyli Kim Krüger, Nielsa Kurvina – grającego technika policyjnego, czyli Hartmuta Freunda, Oliviera Pochera - grającego specjalistę od teorii spiskowych, czyli nielubianego przez głównych bohaterów Oliviera „Sturmi” Sturm oraz wielu innych. Szczerze mówiąc kiedyś obejrzałam jeden odcinek, ale jakoś ten serial nie przypadł mi do gustu, do czasu… Widząc nagrywanie tych wszystkich scen, nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. W końcu wszyscy jednoznacznie stwierdzili, że chcą przerwę. Reżyserzy się zgodzili i wszyscy zaczęliśmy pić kawę. Po całym nagraniu, które na dziś było zaplanowane wszyscy usiedli zmęczeni. Ja byłam zmęczona chyba najbardziej tym śmiechem no i oczywiście tym staniem. Nie ukrywajmy, noga mnie bardzo bolała, ale nie cały czas stałam. Wszyscy reżyserzy i scenarzyści się mnie pytali czy wszystko w porządku. Byłam bardzo zadowolona, bo dostałam takie krzesło jak mają prawdziwe gwiazdy filmowe. Lecz na koniec Erdowi zaczęło odwalać i lał nas wszystkich wodą. No po prostu nie mogłam się powstrzymać i nic nie zrobić, więc wzięłam drugiego szlałfa i oddałam mu. Nagle można było ustrzec jak podzieliliśmy się na grupy. Zrobiliśmy sobie lany poniedziałek w marcu i w dodatku w sobotę. Chłopcy kontra dziewczyny. Nie ma co, po prostu wracaliśmy do domu z Tomem mokrzy. Wróciliśmy do domu około 19:00. Gdy Susi nas zobaczyła to się przeraziła. Poszłam do swojego pokoju, wzięłam suche rzeczy i się przebrałam. Wyszłam na balkon i poczułam dym, jakby ktoś rozpalał ognisko. Nagle usłyszałam krzyk Nicole, która wołała mnie na grilla. Zeszłam do ogrodu, lecz wychodząc z pokoju usłyszałam jak mój telefon dzwoni. To była Łucja. Czego ona chciała? Zapewne chciała się dowiedzieć jak tu jest. Odebrałam.
- Hej, Sosna. Co tam?
- U mnie w porządku, ale lepiej zadzwoń do Kuby. – powiedziała tajemniczym głosem.
- Coś mu się stało?
- Tak, zwariował z powodu wygranej w konkursie. – zaczęła się śmiać.
-  Miałaś już tak nigdy nie żartować … Pamiętasz co się stało ostatnim razem?
- Tak, wiem. Powiedziałam ci, że w twoim domu się gaz ulatnia, ale to były twoje 16 urodziny, dziewczyno.
- No oczywiście, ale dom stał w całości i nie było czuć wcale gazu! A ja się wystraszyłam! A teraz tak na serio to co się stało?
- No to ci mówię, że Kuba wraz z Maćkiem i swoimi jeszcze dwoma kolegami wygrali konkurs drużynowy. Reprezentowali klub AZS Zakopane. I od razu uprzedzę twoje następne pytanie. Tata mi nic nie powiedział, bo mnie w domu nie ma. Jestem wraz z Majką w Wiśle na Mistrzostwach i jutro też będę.
- Od kiedy ty tak jeździsz na zawody skoków?
- Majka mnie poprosiła, żebym z nią pojechała, bo chciała dać wsparcie Maćkowi i wasi rodzice też mnie prosili. W końcu Majki samej by nie puścili.
- No fakt. Dobra, kończę. Zaraz zadzwonię do Kuby. Papa.
- Pa.
Rozłączyłyśmy się. Wyszłam na balkon, bo Nicole się nie mogła doczekać aż zejdę. Krzyknęłam, że zaraz zejdę tylko gdzieś zadzwonię. Szybko znalazłam w swoich kontaktach numer Kuby i wcisnęłam zieloną słuchawkę. Trudno nie było, bo miałam go zapisanego jako „koteczek”. Odebrał po trzech sygnałach.
- Hej myszko, co chciałaś?
- Hej kotek, gratuluję wygranej.
- Sosna ci powiedziała, co?
- Nie, święty Mikołaj, oczywiście, że Sosna. Tylko żałuję, że mnie tam nie ma.
- Żałuj, żałuj. – mówiąc to cały czas się śmiał.
- A co ci tak wesoło, co? – mi też się udzielił ten nastrój.
- Nie, po prostu Titus się wygłupia i podrywa Łucję, tylko coś mu nie wychodzi.
- Kto?
- Krzysiek Miętus, poznam cię z nim w poniedziałek.
- To z nim dziś wygrałeś konkurs?
- Z nim i z jego bratem.
- Aha. Muszę kończyć, bo oni zaczęli grilla beze mnie.
- Grilla? Z jakiej to okazji?
- Z okazji takiej, że dzisiaj jest lana sobota, pasuje?
- Że co?
- Że pstro. Jak byłam na planie zdjęciowym to przyjaciel Toma zaczął nas wszystkich lać wodą i tym samym rozpoczęła się wodna wojna. Dobra, papa, kocham cię.
- Ja też cię kocham, papa.
Schodząc na dół i idąc w kierunku tarasu, dobiegło mnie pukanie do drzwi. Poszłam otworzyć i zobaczyłam tego chłopaka ze zdjęć Nicole.
- Cześć. Jest Nicole? – spytał się niepewnie.
- Może jest, może nie. Zależy kto pyta?
- Jestem jej chłopakiem i chciałbym się z nią widzieć. – powiedział chyba najspokojniej jak mógł.
- Nicole! – wydarłam się. – Twój chłopak przyszedł! – po chwili przyszła Nicole, a ja cały czas stałam przy sofie na której usiadł.
- Dobra siostra, idź tam, bo ci kiełbaska wystygnie. – zażartowała do mnie. - Fajnie, że jesteś Patrick.
Tyle usłyszałam, bo postanowiłam zjawić się na tym grillu. Po paru minutach usłyszałam szlochanie Nicole. Podeszłam bliżej żeby usłyszeć o co chodzi. Usłyszałam tylko urywki krzyków Nicole.
- Nie chce cię znać! … wypieprzaj stąd … nie mów do mnie kochanie, nie po tym co mi zrobiłeś … tylko nie zapomnij tych swoich posranych kwiatków.
Najwidoczniej rzuciła tymi kwiatkami. Potem usłyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami i bieg po schodach. Zdecydowałam się do niej pójść, ale Tom powiedział, że wszyscy mamy tam iść. Susi powiedziała Olivierowi, żeby został w ogródku i się pobawił. Tom wziął mnie na barana i pobiegliśmy do Nicole. Moja kochana siostra zrywała zdjęcia ze ściany płacząc przy tym tak, że aż jej się tuż rozmazał. Podeszłam do niej i ją przytuliłam. Była cała roztrzęsiona. Poprosiłam Toma i Susi, żeby nas zostawili same.
- Masz, trzymaj. – podałam jej chusteczkę. - Co się stało?
- On powiedział, że … że z nami koniec. Po tym wszystkim co razem przeszliśmy … i myślał, że wszystko załatwi tymi kwiatkami.
- A to dupek.
- A ja go kochałam, a on … on mi tak po prostu powiedział, że … że ma teraz nową … że teraz będzie chodzić z Juliette … bo co .. bo ona przyjechała do nas z Francji. Ale to ja mam najlepszą rodzinę i przyjaciół. Jeszcze mu pokażę kto tu rządzi, a tą osobą na pewno nie będzie on. – podniosła się, poszła do łazienki, zmyła rozmazany tusz i wróciła do mnie. – Chodź, nie będziemy tu tak siedzieć.
Poszłyśmy na grilla. Na stole było piwo, więc zdecydowałam się wziąć jedną puszkę. Do tego wzięłam ciepłą kiełbaskę i poszłyśmy razem z Nicole na trawę. Usiadłyśmy i rozmawiałyśmy, aż tu nagle patrzę, a ich sunia, Amy, podchodzi do mnie i się łasi. Dałam jej kawałek kiełbaski, a ona poszła do budy. Nagle wyszła i zaczęła szczekać. Postanowiłam, że do niej podejdę sama. Tom powiedział, że zostanę treserką zwierząt, tak jak mama chciała nią zostać. Nie zważając na nich, podeszłam do suni i usiadłam obok niej. Schowała się do budy i nagle wyszła, ale nie sama, bo z małym szczeniaczkiem. Wszyscy byli w szoku, bo nikt o tym nie wiedział. Położyła je na moje kolana i polizała mnie po policzku. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać, a ona wyciągnęła jeszcze jedno szczeniątko i zaniosła je Olivierowi. Mój braciszek zaczął się bawić ze szczeniakiem. No ale trzeba je było jakoś nazwać. Ja miałam sunię, a Olivier miał psa. Podeszłam bliżej wszystkich i powiedziałam że ta sunia jest już moja. Nazwałam ją kulka, bo jak się turlała to zwijała się w kulkę. Olivier nazwał swojego psa Spencer i nikt nie wiedział czemu. Nagle zaczęło padać i stwierdziłam, że te szczeniaki nie mogą nocować na dworze i zabraliśmy je do środka. Usiedliśmy w salonie i chcieliśmy poszukać czegoś w TV, ale nic nie było, więc Tom wziął gitarę i zaczął śpiewać. Nagle wszyscy zaczęliśmy śpiewać aż Olivier usnął. Susi wzięła go na ręce i zaniosła do jego pokoju. Tom powiedział, że jutro zrobi mi kurs śpiewania. Nagle spostrzegliśmy, że jest północ, więc porozchodziliśmy się do pokoi. Nicole wzięła szczeniaki i poroznosiła je do pokoi, jednego do pokoju Oliviera, a drugiego do mojego pokoju. Gdy zamierzałam się kłaść, żeby usnąć, zapukała Nicole. Oczywiście chciała pogadać. I zaczęłam jej opowiadać moją historię z Michałem i o tym jak poznałam Kubę. Gadałyśmy o różnych pierdołach, a gdy skończyłyśmy gadać był 2 rano. Nieźle. Gdy Nicole poszła do siebie ja położyłam się spać.
______________________________________________

I jest rozdział 13. Wcale nie taki pechowy, bo najdłuższy jak na razie napisałam. CZYTASZ = KOMENTUJ!!! To na prawdę motywuje do dalszego pisania. Pozdrawiam ;)

piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział 12 - Oczami Kuby

Jak zwykle nic mi nie powiedziała. Jak zwykle dowiaduję się ostatni. Jak zwykle moje plany legły w gruzach. Czemu los jest tak okrutny dla mnie? Nie wiem i za pewne się nie dowiem. Moja dziewczyna pojechała sobie do ojca na weekend, a ja będę miał konkurs. To są Mistrzostwa Polski, ale ważne dla mnie. Jak każde inne. Majka za pewne na zawodach będzie i Maciek będzie miał wsparcie, a ja? Ja jak zwykle ten pechowiec. Trzeba wrócić do domu, już nic nie zdołam pod tą szkołą. Po drugiej stronie ulicy widzę tego byłego chłopaka Natki z jakąś dziewczyną. Teraz sobie przypominam to ta jego nowa. To są wrodzy mojej dziewczyny czyli też i moi. Idę do domu, aż tu nagle ona do mnie podchodzi.
- Hej, ty jesteś tym nowym Natki?
- Bo co?- powiedziałem. Nie miałem ochoty z nią gadać.
- Na początek to Monika jestem. Skoro jesteś jej chłopakiem to zapewne wiesz kim dla niej jest ten niemiecki aktor, co? – spytała się.
- Posłuchaj mnie. Nie będę ci mówił kim on jest dla niej, mogę ci tylko powiedzieć, że jest z rodziny.
- Czy to jest ktoś bliski? – złapała mnie za rękę.
Nic nie powiedziałem, wyrwałem swoją dłoń z jej uścisku i poszedłem w kierunku domu. Pomyślałem sobie, że jest kompletną idiotką. Po co się w ogóle wtrąca w życie Natki? Co ją obchodzi rodzina kogoś innego? Nie ma swojej? Nic z tego nie rozumiałem. Cieszyłem się, że to już ostatnia klasa licealna i Natka nie będzie musiała się z nią dłużej użerać. Wróciłem do domu, chciałem usiąść i odpocząć chwilę, ale nie, pewien osobnik domu musiał mi popsuć plany.
- Kuba, zbieraj się. Idziemy na trening. – oznajmił mi mój brat.
- To już? – nie mogłem uwierzyć.
- Tak. Za 10 minut mamy trening.
Faktycznie. Za 10 minut miał zacząć się trening. No cóż. Nie było wyjścia. Jutro konkurs drużynowy, a po jutrze indywidualny. Poszedłem do pokoju, wziąłem potrzebne rzeczy i zszedłem na dół. Po paru minutach byliśmy na miejscu. Czekali tam na nas koledzy i trener. Po 3 godzinach treningu, trener puścił nas wszystkich do domu.
- Tylko pamiętajcie, że musicie wypocząć na jutrzejszy konkurs.
- Dobrze – odpowiedzieliśmy prawie zgodnym chórem.
Nagle mój telefon zawibrował. Miałem nadzieję, że to Natka, ale nie. To była Łucja. Czego ona mogła chcieć? Nie wiem. Kazała mi przyjść do restauracji jej rodziców. Na dworze na Maćka czekała Majka. Powiedziałem im, że mam jeszcze jedną sprawę do załatwienia i poszedłem w kierunku restauracji. Po kilku, może kilkunastu minutach spaceru dotarłem na miejsce.
- Dzień dobry, jest Łucja? – spytałem się jej taty.
- Dzień dobry. Oczywiście, że jest. Zaraz ją zawołam. – odpowiedział
- Dziękuję. – po paru sekundach przyszła Łucja.
- Hej Kuba. Mam do ciebie sprawę. – zaczęła.
- Cześć. Mów o co chodzi.
- Wiesz co, to nie jest dobre miejsce.
- Chodź na górę do nas. Tam będziemy mogli spokojnie porozmawiać i nikt nam nie będzie przeszkadzać. – uśmiechnęła się. - Chcesz coś do picia? – spytała się, gdy siedziałem na sofie.
- Nie, dzięki. Możesz powiedzieć o co chodzi? – podeszła i usiadła na fotelu.
- Bo wiesz … za cztery dni są urodziny Natki. Okrągła dziewiętnastka …
- I w związku z tym?
- Myślałam, żeby zrobić jej imprezę niespodziankę.
- No dobra. Ale co niby byśmy mieli zrobić?
- Zaprosilibyśmy jej tatę z rodziną, Majkę z rodziną i Maćka.
- Dobry pomysł.
- I jeszcze jej trenera od tenisa.
- Żeby nie było też z rodziną.
- No właśnie. Dobra, czyli gości już mamy.
- Tylko gdzie my to zrobimy?
- Tutaj, w restauracji. Niedługo ona i tak będzie moja, a rodzice na pewno się zgodzą. Tylko jak ją tu zwabić?
- Powiem jej, że przyjdę po nią pod szkołę. Ale tak naprawdę nie przyjdę.
- Świetnie. Wtedy ona będzie się martwić i pójdzie do ciebie. A ciebie tam nie będzie …
- Powiem rodzicom, żeby jak przyjdzie powiedzieli jej, że jestem u ciebie w restauracji.
- I wtedy przyjdzie tu, a że będzie ciemno to zapali światło i my wtedy krzykniemy „niespodzianka”.
Po ustaleniu reszty drobiazgów wróciłem do domu. Ten pomysł naprawdę mi się podobał. Nie mogłem się doczekać reakcji Natki. Miałem szczęście i zastałem w domu zakochaną parę. Powiedziałem im o planie Sosny. Oboje byli zachwyceni tym planem. Poprosiłem Majkę, żeby powiedziała swoim rodzicom. I został jeszcze jeden punkt. Kto poinformuje jej ojca? Majka powiedziała, że podkradnie numer do niego i razem coś wykombinujemy. Uznałem to za dobry pomysł. Zaoferowała się też, że poprosi swojego ojca, żeby zaprosił trenera. To była akurat drobnostka, ponieważ pan Paweł był menadżerem klubu, w którym trenowała Natalia.
- Dobra, ale kto zrobi tort? – wtrącił się Maciek.
- Mama Sosny, pani Alicja, powiedziała, że zrobi. – oznajmiłem.
- Ale  jak zwabimy Natkę do restauracji? – spytała się Majka.
- Normalnie. Powiem jej, że pójdę po nią pod szkołę, choć tak na prawdę nie pójdę. Trzeba będzie powiedzieć rodzicom, żeby powiedzieli jej jak tu przyjdzie, że ma pójść do Sosny.
Po dokładnych wyjaśnieniach poszedłem do salonu. Włączyłem TV i zacząłem oglądać jakiś film. Po jakiejś godzinie Maciek powiedział, że idzie odprowadzić Majkę. Chyba nie mogli się rozstać, bo dopiero po pół godzinie wrócił. I od razu poszedł do swojego pokoju, mówiąc, że trzeba odpocząć przed jutrzejszym konkursem. Ja stwierdziłem, że zrobię to samo i też poszedłem do swojego pokoju. Sprawdziłem telefon czy dostałem jakąś wiadomość. Tak! Natalka napisała:

Cześć skarbie.
Dlaczego nie odbierasz ode mnie telefonu? Tęsknie i to bardzo. Ma świetny pokój, a jutro jadę na plan zdjęciowy z Tomem. Nie mogę się doczekać. Szkoda, że cię nie ma. Trzymam kciuki za jutrzejszy konkurs. Wygracie! Wszyscy w to wierzymy! Kocham cię! <3

Odpisałem jej:

Cześć słońce.
Przepraszam, że nie mogłem odebrać telefonu, ale telefon zostawiłem w pokoju i poszedłem na spacer. Też żałuję, że mnie nie ma przy tobie i dzięki za te słowa. Ja też cię kocham.

Odłożyłem telefon i położyłem się do łóżka. Jakoś nie mogłem zasnąć, więc postanowiłem sprawdzić w jakim filmie gra jej tata. Znalazłem! To jest „Alarm für Cobra 11 - Die Autobahnpolizei", czyli "Kobra - Oddział Specjalny". Zmęczony tymi poszukiwaniami w końcu zasnąłem.
_____________________________________________
Ten rozdział dedykuję mojej wiernej czytelniczce – charlotte!!! Dziękuję ci, że to coś czytasz i jeszcze się nie zniechęciłaś. Ja wiem, że Mistrzostwa Polski odbywały się w dni: wtorek i środa, ale myślę, że mi wybaczycie jak napiszę, że obyły się w weekend. Ten jakże mały element mi bardzo przeszkadzał. No, ale w końcu opowiadanie to czysta fikcja literacka!!! CZYTASZ = KOMENTUJ!!! Jeżeli chcecie być na bieżąco to kliknijcie, żeby mnie OBSERWOWAĆ!!!  Pozdrawiam Was ;) 

środa, 17 lipca 2013

Rozdział 11

Gdy dziewczyny się obudziły zobaczyły, że nikogo w domu już nie ma. Ich tata zostawił im kartkę z informacją, że poszedł tego dnia wcześniej do pracy, a ich mama wyjechała do Warszawy. Dziewczyny zrobiły sobie śniadanie i ubrały się. Nagle Maja zauważyła, że Natalia bierze torbę z książkami.
- Czy ty chcesz iść do szkoły? – spytała Majka.
- Tak. Wszystko ustaliłam z Łucją. Zaraz po nas przyjedziecie. – odpowiedziała Natalia.
- Ale ty masz zwolnienie i musisz siedzieć w domu.
- Rodziców nie ma, a ja przecież wrócę przed nimi.
W tym samym czasie przyjechała Łucja. Natalia i Majka wzięły torby i wsiadły do samochodu. Natalia miała dziś luźniejsze lekcje, czyli godzinę wychowawczą, polski – który lubiła, matematykę – którą musiała znieść, choć nie lubiła ani przedmiotu, ani nauczycielki, wf – z którego była zwolniona z wiadomych przyczyn oraz angielski i niemiecki – oba te przedmioty lubiła. Majka w piątek miała najgorszy dzień pod względem lekcji, bo miała ich siedem i musiała siedzieć w szkole do 14.25. W tym dniu miała historię – którą lubiła, angielski – przedmiot lubiła, ale nauczycielki nie, fizykę – której nie znosiła, geografię – której też nie lubiła, niemiecki – który lubiła i to bardzo, zwłaszcza przez swoją siostrę, matematykę – z której (odziwo) była najlepsza w klasie i polski – który lubiła, ale nie szedł jej najlepiej. Po skończonych lekcjach Natalia szła w kierunku bramy, gdy nagle zobaczyła … swojego ojca stojącego przy samochodzie. Było to białe Audi Q3. Wiedziała, że to nie wróży najlepiej i tak było.
- Cześć Natalia. – powiedział tym swoim uroczym akcentem. – Wsiadaj, Paweł powiedział, że mogę cię zabrać na weekend do mnie i Susanne.
- A mnie to już nikt nie spyta się czy tego chce. – powiedziała buntowniczo. – Dobra, ale zajedźmy do mnie po rzeczy.
- Dobra. – i oboje zaczęli się śmiać.
Temu wszystkiemu przypatrywali się Monika i Michał. Monika nie wiedziała kto przyjechał po nią, ale wiedziała, że to jest niemiecki aktor i piosenkarz. I właśnie chyba o to była zazdrosna. A Michał? Michał myślał tylko o Natalii, nie zwracając uwagi na to, że stoi przy nim Monika. Nagle ze szkoły wyszła Łucja. Monika od razu podbiegła do niej i pytała się kim dla Natalii jest ten aktor.
- Nie mam zamiaru ci opowiadać o życiu rodzinnym Natalii. A teraz wybacz spieszę się do domu. – powiedziała Łucja.
***
W tym samym momencie telefon Natalii zaczął wibrować w kieszeni. To był Kuba.
- Cześć kotek, co tam? – zaczęła dziewczyna.
- Hej. Przyszedłem pod twoją szkołę i dowiedziałem się, że od razu gdzieś pojechałaś …
- Tom po mnie przyjechał i powiedział, że zabiera mnie do siebie na weekend.
- Ale jak to? Nic mi nie mówiłaś.
- Bo sama się dopiero dowiedziałam. Teraz jadę do domu po rzeczy, a potem do Norymbergii.
- Już tęsknię.
- Ja też i trzymam kciuki.
- Skąd wiedziałaś, że będę miał w ten weekend konkurs? Przecież ty nie lubisz i nie interesujesz się skokami.
- Od Sosny, bo jej tata się interesuje i jej powiedział.
- Chyba, że tak. Muszę kończyć, bo idę na trening i trener mnie zabije jak się śpóźnię.Tęsknię. Kocham cię. Papa.
- Ja też cię kocham. Pa.
I tak oto dojechali do domu Natalii. Natalia spakowała swoje rzeczy, ale Tom jej powiedział żeby nie pakowała zbyt wielu rzeczy, więc spakowała tylko niezbędne. I ruszyli, bo jak to mówią „komu w drogę temu czas”. Gdy dojechali na miejsce przywitała ich Susanne i Oliwier. Nicole jeszcze nie wróciła ze szkoły, ale to nic dziwnego, bo zapisała się do chóru szkolnego i miała próbę, jak co tydzień. Nauczycielka dziewczyny bardzo chwaliła jej talent, ale w sumie to nic dziwnego, ponieważ jej tata był muzykiem.
- Ja zostanę z Oliwierem w domu a wy moje kochane dziewczyny pojedźcie do centrum handlowego czy gdzieś.
- Dobra, tylko zróbcie jakiś obiad, bo niedługo Nicole wróci ze szkoły i na pewno będzie głodna.
- Dobrze, a teraz jedźcie tylko ostrożnie. – i w tym momencie Tom i Susanne pocałowali się.
- Fuuuu. – powiedział mały Oliwier. – Jak będę duży to nigdy się nie ożenię.
- Jeszcze nie wiesz co mówisz. – Natalia podeszła i przytuliła swojego przyrodniego brata.
Dziewczyna wraz z macochą ruszyły do centrum handlowego, ponieważ Tom i Susanne chcieli zrobić pokój dla Natalki. Zamówiły meble i po godzinie zdecydowały się wrócić, lecz jeszcze wstąpiły do kawiarni po kawę. Jadąc tak do domu Susanne powiedziała:
- Jak zajedziemy do domu to Tom ma dla ciebie niespodziankę.
- O to super! Uwielbiam niespodzianki, ale tylko te miłe.
- To na pewno ci się spodoba. – Susanne uśmiechnęła się do Natki.
Dziewczyny zaczęły się śmiać. Widać było, że dogadywały się doskonale. W końcu zajechali do domu. Dom był budynkiem jednorodzinnym, w ogóle to stał w okolicy domów jednorodzinnych. Miał dwa piętra i poddasze, a za domem był wielki ogród. Jak się weszło było widać salon. Na parterze znajdowały się również łazienka, kuchnia i jadalnia. W salonie stały trzy gitary, a na ścianach wisiały różne zdjęcia. Na pierwszym piętrze znajdowała się sypialnia Toma i Susanne, łazienka, pokój gościnny oraz pokój siłowy, czyli tak zwana „siłownia. Idąc schodami również widniały zdjęcia z różnych etapów życia całej wspaniałej rodzinki. Na poddaszu znajdowały się trzy pokoje. W każdym pokoju była łazienka. A na korytarzu znowu zdjęcia. Po lewej stronie pokój zajmował Oliwier. Pokój był urządzony typowo chłopięco. Na sianach wisiały zdjęcia, które Oliwier zrobił jak tylko zaczął chodzić. W pokoju stało łóżko, garderoba, a na podłodze były zabawki. Pod oknem stało biurko, a na nim znajdował się laptop oraz aparat Oliwiera. Po prawej stronie korytarza znajdował się pokój Nicole. Ściany były koloru beżowego. Pod ścianą znajdowało się łóżko, a koło łóżka znajdowała się mała szafka nocna. Koło drzwi stało biurko z laptopem, a na nim jakieś książki. Naprzeciwko łóżka znajdowało się wejście do garderoby. Była prawie taka sama jak pokój, zresztą każdy miał taką garderobę. Na ścianach były poprzyklejane plakaty idoli Nicole, ale również jej zdjęcia z chłopakiem, za pewne obecnym. Między pokojem Oliwiera i Nicole znajdował się pokój Natalii. W nim na razie było łóżko, szafka nocna i garderoba. Ściany były bladozielone, a sufit „maźnięty” róznymi kolorami. Każdy pokój i sypialnia Toma i Susanne miały balkon. Za domem znajdował się duży ogród. W ogrodzie było oczko wodne, buda dla psa, hamak i huśtawka, tzw. „ławka bujana”. Był również taras. Na nim stał stół, a w okół niego krzesła. W kącie tarasu stał gril, a po ogrodzie latał pies. Trzeba było przyznać, że dom stał w bogatej dzielnicy. Ale wróćmy do domu. Susanne i Natalia weszły do domu, a w salonie na sofie siedział Tom.
- I jak tam? – spytał się Tom.
- Zamówiłyśmy meble i teraz będziemy musieli poczekać. Przyjadą w tygodniu. A gdzie się wszyscy podziali? – oznajmiła Susanne.
- Oliwier bawi się w ogródku, a Nicole poszła się uczyć.
- Uczyć?! Jest weekend. Niech się trochę wyluzuje. – powiedziała Natalia.
- Tylko, że ona zbiera same szóstki (w niemczech jest inne ocenianie; u nas 6 to dla nich 1). – powiedział Tom. – A tak w ogóle to czym się interesujesz?
- No … głównie sportem, ale także zwierzakami, filmem i muzyką.
- Twoja matka interesowała się zwierzakami. Planowała zostać treserką zwierząt.
Nagle Natalia zobaczyła na szafce zdjęcie jakiegoś małego dziecka.
- Kto to? – spytała się Natalia.
- To jesteś ty, zaraz po urodzeniu. – powiedział Tom. – Idę po sunię, a później pójdziemy na spacer.
I poszedł po psa. Gdy wrócił, wziął Natalię i poszli na spacer. Niedaleko ich domu stał równie bogaty z wyglądu dom. Okazało się, że był to dom matki Natalii.
- To teraz tu mieszkają moi dziadkowie? – spytała się Natalia.
- Mieszkali. Teraz wynajmują jakimś ludziom, a oni wyprowadzili się.
Po spacerze, który przegadali wrócili do domu. Akurat Susanne zrobiła kolację. Wszyscy razem zjedli kolację i powiedzieli żeby Nicole przeczytała bajkę Oliwierowi. Tom, Susanne i Natalia oglądali telewizję. Po chwili do nich zeszła Nicole.
- Jutro pojedziesz ze mną na plan zdjęciowy. – powiedział Tom do Natalii.
- Super! To ta niespodzianka o której mówiła mi Susi?
- Tak. – Susanne uśmiechnęła się.
________________________________________

Przepraszam, że wcześniej nie opublikowałam, ale jak tylko otworzyłam laptopa to raziło mnie to w oczy i nie mogłam nic zrobić. A gdy już rozdział miałam napisany to mi się limit internetu skończył. Następny rozdział nie wiem kiedy będzie, więc proszę was OBSERWUJCIE MNIE!!! Przyszedł mi taki pomysł do głowy, żeby pisać rozdziały z perspektywy Natalii i Kuby. Co wy na to? Liczę na wasze zdanie na ten temat. CZYTACIE – KOMENTUJCIE!!! Pozdrawiam ;)

wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 10

- Wiesz co … mam pewien plan. Ja wezmę Majkę do restauracji rodziców Łucji, a ty tam przyjdziesz z Maćkiem i zostawimy ich samych. Może wtedy sobie wszystko wyjaśnią. – powiedziała Natalia.
Nie spodziewali się jednak, że ktoś jest w domu. Rodzicie wyszli do sklepu i nie było słychać żeby ktoś oprócz nich był w domu.
- Wszystko słyszałam! Nie musicie mnie na siłę swatać! – wykrzyczała im to wszystko Majka.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Dziewczyny nikogo się nie spodziewały, a jednak ktoś przyszedł.
- Otwórz te drzwi. – rozkazała Majce Natalia.
Majka posłusznie poszła otworzyć drzwi. Ten ktoś był nieustępliwy i cały czas się dobijał. Za Majką szli Natalia i Kuba. Chłopak wiedział kim jest ta osoba, ale nikomu nie chciał mówić. Majka otworzyła drzwi i … zobaczyła Maćka. Chłopak podszedł bliżej dziewczyny i pocałował ją. Natalia w końcu się cieszyła, że przejrzeli na oczy i coś zrobili. Kuba podszedł do Natalii i ją przytulił. Tak jak stali przyglądali się Majce i Maćkowi.
- Kotek, to jak zostaniesz moją dziewczyną? – spytał się Maciek.
- Jeszcze się pytasz, głuptasie. Oczywiście, że tak.
Majka złapała rękę Maćka i pociągnęła go za sobą do jej pokoju. Natalia i Kuba poszli do pokoju Natalii. Usiedli na łóżku dziewczyny, a ona wtuliła się w Kubę.
- Kocham cię. – powiedziała mu szeptem.
- Ja ciebie też …
- A to jest dowód naszej miłości – Natalia przerwała Kubie i wskazała na swoją prawą nogę.
Oboje zaśmiali się, a ich spojrzenia spotkały się. Natalia chciała już coś powiedzieć, ale Kuba nie pozwolił jej nic powiedzieć i pocałował ją. Nagle do domu wrócili Paweł i Agata. Agata poszła po dziewczyny żeby zeszły na dół. Chłopcy zdecydowali że już pójdą do domu. Dziewczyny wraz z rodzicami siedzieli na dole.
- Posłucajcie … - zaczęła Agata. – Moja mama, a wasza babcia – tu spłynęły jej łzy. – jest w szpitalu w bardzo ciężkim stanie. Był to zawał, ale babcia go przeżyła. Zostaniecie tu z tatą, a ja pojadę do Warszawy zobaczyć się z babcią. Jutro z rana jadę.
Dziewczyny nigdy nie poznały swoich dziadków od strony taty, a dziadek od strony mamy zmarł kidy dziewczyny były małe. Została im tylko jedna babcia, dla której oddałyby swoje życie. Kiedy ich rodzice oznajmili że wyprowadzają się do Zakopanego, dziewczyny nie chciały tam się przeprowadzać, ponieważ wiedziały, że nie będą widziały się z babcią tak często. I miały rację. Widywały się z nią tylko w święta. Natalia i Majka podeszły do Agaty i ją przytuliły.
- Wszystko będzie dobrze. Zobczysz mamo. – powiedziała Majka.
Natalia mimo iż wiedziała że to nie jest jej prawdziwa babcia bardzo ją kochała. W Warszawie ich babcia mieszkała niedaleko szkoły, więc dziewczyny zawsze po szkole do niej przychodziły. Natalia robiła jej codziennie zakupy oraz wychodziła z jej psami. Miała pięknego pieska rasy Labrador Retriever oraz sunię rasy Beagle. Zanim dziewczyny się wyprowadziły z Warszawy sunia zmarła, bo była chora i odtąd babcia troszczyła się o każdego członka rodziny, a nawet zwierzaka.
________________________________________________________________________
Przepraszam, że taki krótki, ale się rozchorowałam i głowa mnie boli. Po prostu nie myślę. Następny rozdział będzie dłuższy i jest planowany na następny wtorek. CZYTASZ - KOMENTUJ!!! Pozdrawiam.

czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdział 9

- A na serio się we mnie zakochałaś? – spytał się Maciek.
- Przecież się z tobą droczę, misiu. – z przekąsem powiedziała Majka.
Natalia wiedziała, że Majka zakochała się w Maćku, ale chciała obrócić to w żart. Maciek nie zdawał sobie sprawy z tego, że Majka się w nim kocha. Po godzinie rozmowy do szpitala przyszli Paweł i Agata. Natalia i Majka ucieszyły się z tego, że przyszli ich rodzice. W tym momencie zbliżał się lekarz. Natalia nie chciała opuszczać znajomych, ale wiedziała, że trzeba zrobić badania.
- Dzień dobry, Natalio. Chcemy cię zabrać na badania. – oznajmił lekarz.
Natalia pożegnała się z rodzicami, przyjaciółmi i chłopakiem. Pielęgniarka przyszła po Natalię, gdy lekarz rozmawiał z jej rodzicami. Po niezbędnym prześwietleniu nogi, lekarz oznajmił, że dziewczyna może wracać do domu.
- Zaraz wypiszę ci wypis ze szpitala oraz zwolnienie ze szkoły. Będziesz miała rehabilitację, co chyba wiesz.
- Doktorze, a czy będę miała jakieś szanse, żeby dalej trenować?
- Nie wiem, zobaczymy jak będzie przebiegać rehabilitacja.
Dziewczyna wyszła do swoich znajomych, którzy na nią czekali. Zdziwili się gdy Natalia wyniosła z sali swoje rzeczy. Kuba od razu do niej podszedł.
- Czy to oznacza, że wracasz do domu? – spytał szczęśliwy Kuba.
Dziewczyna nie odpowiedziała mu tylko się uśmiechnęła. Kuba pocałował ją. Agata odebrała od lekarza wypis i zwolnienie oraz skierowanie na rehabilitację.
- To do zobaczenia, pani Natalio. – pożegnał się z dziewczyną lekarz.
- Do widzenia, panie doktorze. – powiedziała Natalia.
Po paru minutach byli w domu Natalii. Wszyscy byli szczęśliwi, ale zapomniano o tym, że pokój dziewczyny jest na piętrze. Gdy weszli do domu Paweł i Agata zastanawiali się jak zrobić to żeby Natalia znalazła się w swoim pokoju.
- Mogę spać tutaj, w salonie. Naprawdę. – powiedziała Natalia.
- Chyba oszalałaś. Nie pozwolę ci spać na tej twardej kanapie. – powiedział Kuba i wziął ją na ręce.
- Co ty robisz wariacie?!
- Niosę cię do twojego pokoju. I tak już będzie zawsze.
- Co masz na myśli?
- To, że jak będziemy razem mieszkać to będę cię tak zawsze nosił.
- Śnisz, koteczku. – uśmiechając się, pocałowała Kubę w policzek.
- Śliczny masz ten uśmiech.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko dalej się uśmiechała. Gdy Kuba ją zaniósł do pokoju, Natalia powiedziała aby został z nią. Wszyscy byli szczęśliwi z powrotu Natalii do domu. Zosatała w pokoju z Kubą sama i w tej samej chwili nastała niezręczna cisza.
- Posłuchaj mnie, misiaczku. Teraz będziesz musiał do mnie codziennie przychodzić. – oznajmiła Natalia.
- Czemu?
- No a jak będę schodziła na dół?
- Chyba, że tak. – Kuba uśmiechnął się i usiadł koło Natalii.
Dziewczyna była już wyczerpana całym tym dniem i się położyła, a Kuba obok niej. Wtuliła się w niego i zasnęła. Kuba poczekał aż wpadnie w głębszy sen i wtedy ją położył wygodnie do łóżka. Potem zszedł na dół.
- Coś się stało? – spytała się Majka.
- Nie, nic. Natka po prostu poszła spać. – wyjaśnił Kuba.
- Chyba każdemu przyda się sen. – oznajmiła Agata.
- To ja już pójdę. Do widzenia.
- Pa. – powiedziała Majka.
***
Następnego dnia …
- Majeczko … wstawaj. Dochodzi dziesiąta. – oznajmiła Agata. – Masz zrobiłam ci śniadanie.
- Dziękuję, zawołasz Majkę?
- Ktoś mnie wołał? – Majka akurat przechodziła obok. Mama zostawiła je same i zamknęła drzwi.
- Tak, chciałam z tobą pogadać. – powiedziała Natalia
- A o czym?
- O wszystkim i o niczym. – zaśmiała się Natalia. – A tak poważnie to o tobie i o Maćku. – Majka zrobiła minę jakby nie rozumiała dlaczego. – Czemu ty dziewczyno nie chcesz z nim chodzić? Wszyscy widzą jak na siebie patrzycie, tylko żadne z was nie chce zrobić pierwszego kroku.
- Natalia, ty jeszcze w piżamie?! – w tym momenicie do jej pokoju wbiegła ich mama. – Za pół godziny przychodzi do ciebie rehabilitant.
- Dobrze już się ubieram. – powiedziała do mamy. – Majka, podaj mi te szare dresy, jakąś bluzkę i moją ulubioną bluzę.
- Trzymaj, jestem u siebie jakby co. – powiedziała Majka.
- Jeszcze wrócimy do tej rozmowy, zobaczysz. – oznajmiła Natalia.
Dziewczyna ubrała się, związała włosy w kucyk i zjadła śniadanie. Jej mama zawsze gdy dziewczyny chorowały robiła im pyszne naleśniki z polewą czekoladową. Zawsze mówiła, że to na pocieszenie. Gdy zjadła rozległo się pukanie do drzwi.
- Natka, do ciebie! – krzyknęła Majka. – Proszę, zaprowadzę pana. – i tym samym zaprowadziła rehanilitanta do pokoju Natalii. Zostawiła ich sama.
- Cześć, jestem Antek. A, i mów mi po imieniu. – podał dziewczynie dłoń.
- Natalia. – dziewczyna pdała mu dłoń i uśmiechnęła się.
Chłopak też się uśmiechnął. Miał zaledwie 22 lata, choć wyglądał na młodszego. Był wysokim brunetem o brązowych oczach. Rehabilitacja dziewczyny tego dnia trwała 2 godziny. Chłopak nauczył ją chodzić o kulach, po to aby mogła zejść na dół kiedy będzie potrzebowała.
- To już chyba nic tu więcej dzisiaj nie zrobię. Grunt, że możesz się jakoś poruszać. – stwierdził chłopak i zszedł na dół z Natalią. – Do widzenia.
- Cześć i dzięki. – w tej samej chwili wszedł Kuba.
- Hej, kochanie. – powiedział Kuba i pocałował dziewczynę.
- Hej, fajnie, że jesteś. Choć na górę. – i oboje poszli do niej.
- Musimy coś zrobić, bo mi w domu Maciek się rozkleja … - oznajmił Kuba.
- Z Majką jest to samo, ale z nią rozmawiałam.
- I co?
- Jak to co. Właśnie nic. Chociaż widziałam jak jej się oczy świeciły.
- Ja z Maćkiem też próbowałem rozmawiać, ale on odwracał kota ogonem. Nic mi nie chciał mówić.

- Wiesz co … mam pewien plan …
____________________________________________________________
Przepraszam, że mnie wcześniej nie było, ale nie miałam weny. Za to ten rozdział jest długi, choć nie wiedziałam co napisać. Pojawiła się nowa postać i może trochę namieszać w życiu Natalii. CZYTASZ - KOMENTUJ!!! To naprawdę pomaga. Następny rozdział będzie w okolicach wtorku. Pozdrawiam.